 > Jak właściwie powinienem się do Ciebie zwracać: Basiu, Candy? Czy może wprost tłumaczyć artystyczny pseudonim: cukiereczku… Zdecydowanie Candy. Tłumaczenie „cukiereczek” nie brzmi najlepiej. > Kto Ci nadał taki pseudonim? Wziął się od utworu Iggy Popa właśnie zatytułowanego „Candy”. Od lat jestem wręcz zakochana w tym nagraniu. Pseudonim nadałam więc sobie sama. Myślę, że pozytywnie się kojarzy, jest łatwy do zapamiętania i co tu kryć, medialny. > Z automatu okrzyknięto Cię polską Lady GaGa. Każde porównanie jest jednak w pewien sposób szufladkowaniem. Nie lepiej być sobą? To nie jedyne porównanie. Zdążyłam jeszcze usłyszeć, że jestem drugą Dodą, jeszcze wcześniej drugą Mandaryną. Ludzie uwielbiają porównywać. Ucieczka od tego jest zadaniem karkołomnym i chyba niemożliwym, choć w żaden sposób z tymi porównaniami się nie utożsamiam. Nie czuję się żadną z tych artystek. Co nie zmienia faktu, że widzą je we mnie inni. Choć nie obraziłabym się, gdyby moją i ich wspólną cechą była sprzedaż płyt (śmiech). Pod względem image’u jesteśmy na pewno zupełnie inne. Wspomniałeś o szufladkowaniu… Cóż mnie chyba już dawno zaszufladkowano, jako kogoś kto lubi trochę szokować. Zaczęło się w drugiej połowie lat 90. Z koleżanką zaczęłyśmy się ubierać tak, jak dziewczyny ze Spice Girls. Budziłyśmy wtedy trochę sensację. I tak już zostało, że kierowanie się własnym gustem względem mody stało się jakimś moim znakiem rozpoznawczym, ale jednocześnie nie raz wytykano mnie za to palcami. Tak to już jest, że nie tolerujemy zbytnio tego, co odstaje od przyjętego schematu. Ale nie przejmuję się tym i robię swoje. > Teraz, gdy udało Ci się zaistnieć na rynku muzycznym to koleżanek dobrze Tobie życzących, to chyba nie masz za dużo. Tym bardziej, że Brzezinka to nie metropolia. Zwłaszcza w małych społecznościach nie są za dobrze widziani ci, którym coś się udaje. Dobrze wiem, jak tutaj jest. Kilka lat spędziłam za granicą, nagrywam w Londynie, więc nadto zdaję sobie sprawę, że są miejsca na świecie, gdzie sposób postrzegania drugiego człowieka diametralnie różni się od tego, jaki obserwujemy w Polsce. Co do koleżanek, znajomych… Wiesz, chyba najbardziej momentami cierpiała na tym moja mama, która od rodziców innych uczniów z jednej strony słyszała jak to niby fajnie, bo córka sobie radzi na scenie, ale z drugiej strony nie jest najlepiej, bo komuś nie spodobał się mój strój albo, że ubieram się za skąpo. Mama bardzo to przeżywała. A przyjaciółkę, taką od serca mam w Warszawie. Ma na imię Marta, świetnie się rozumiemy i mogę jej o wszystkim opowiedzieć, zwierzyć się. > A towarzystwo po fachu? Jak sprzedasz za dużo płyt i zaczniesz lawinowo pokazywać się okładkach kolorowych pism to u Dody masz przechlapane. Chyba mi to nie grozi. Prezentujemy raczej odmienny styl, a jedyne co nas łączy to mania robienia zakupów. Poza tym znamy się. Bez obaw. > Utwór „All I want”, który słychać we wszystkich muzycznych stacjach telewizyjnych i rozgłośniach radiowych to cover nagrania „Wszystko, czego dziś chcę” Izabeli Trojanowskiej z początku lat 80. Powstała dużo wcześniej zanim się urodziłaś (Candy Girl ma 23 lata – red.), a Trojanowska zagrała w serialu „Klan”. Znasz jej płyty? Oczywiście. Zresztą miłością do polskiej muzyki zarazili mnie rodzice. „Wszystko czego dziś chcę” to jeden z moich ulubionych utworów. Choć, gdy pierwszy raz go usłyszałam byłam jeszcze małą dziewczynką, więc logiczne, że potrzebowałam czasu, żeby zrozumieć jej sens (śmiech). > Kto Cię zaraził muzyką? Muzykę mam w genach: pochodzę z rodziny, gdzie w zasadzie każdy skończył muzyczną szkołę. Koncertowali w kraju, za granicą, mają na koncie występy z rodziną Steczkowskich. > Styl electro-pop, który prezentujesz odstaje od stylu gitarowego, z jakiego Mysłowice słyną. Z jednej strony rockowe wizytówki Myslovitz, Negatyw, projekty Lenny Valentino i Penny Lane, z drugiej wchodząca gwiazda muzyki tanecznej. Nie jestem bynajmniej zamknięta na muzyczne style. Słucham wszystkiego: od hard rocka, przez punk aż po R&B i electro. Na płycie, która jeszcze w lipcu ukaże się w sklepach usłyszysz kilka gatunków muzycznych. > Co się zmieniło w Twoim życiu przez ostatnie pół roku odkąd Polska usłyszała o Candy Girl, dziewczynie z mysłowickiej Brzezinki? Jest mi na pewno miło, że ktoś mnie zauważył, zwrócił uwagę na to, co robię… > A co będzie jeśli za chwilę przestanie Ci być miło, gdy rodzimy show-business pokaże swoje paskudne oblicze? Już zdążyłam się przekonać, dlaczego mówi się, że branża muzyczna w tym kraju to bagno. Myślę, że mimo młodego wieku jestem dość odporna. Życzcie mi powodzenia! Źródło: Życie Mysłowic |