 Ostatnie czwartkowe spotkanie muzealne zgromadziło nie tylko wielbicieli historii sztuki, ale i... pasjonatów machin latających. Od tygodnia można podziwiać tu efekty wieloletniej pracy tutejszych modelarni. - Chcemy pokazać, że modelarstwo to coś więcej niż tylko dłubanie w zaciszu domu - tłumaczy Leonard Czarnota, instruktor w jednej z trzech działających w mieście modelarni i pomysłodawca wystawy. - Chcąc wykonać prawidłowo makietę danej maszyny, trzeba zebrać dokumentację, nabyć odpowiednie książki oraz zdjęcia, których nieraz nie ma w oficjalnych publikacjach. Powoduje to, że modelarze w swoim wąskim zakresie, posiadają często wiedzę większą niż niektórzy historycy - dodaje. W Mysłowicach zainteresowanie sklejaniem modeli sięga lat 70-tych, kiedy to w mieście powstała pracownia Modelarstwa Lotniczego Heliodora Cholewy. Dziś obok niej funkcjonują także dwie inne - "Orlik" i "Albatros". Wszystkie mogą pochwalić się rarytasami, których historie, niejednokrotnie związane są z najwyższej rangi zawodami czy nieoczekiwanymi kraksami. - Ten model to wierna kopia Zlin 50L, samolotu, którym piloci latali podczas zawodów akrobatycznych. Jest kierowany radiem i wykonuje wszystkie funkcje, co jego większy pierwowzór - opowiada o jednej ze swoich machin, Roman Pietrzyk, dziś instruktor w pracowni "Orlik". Mysłowicki modelarz budował ją 5 lat i zwiedził z nią niemalże całą Europę, startując m.in. dwukrotnie w mistrzostwach świata i mistrzostwach Europy. Największe sukcesy przyniosła mu jednak w Polsce, kiedy to w 1991 i 1994 roku stawał na najwyższym stopniu podium podczas mistrzostw kraju w klasie modeli makiet zdalnie sterowanych. Zanim Pietrzyk założył własną modelarnię, pobierał lekcje w pracowni Heliodora Cholewy. Ten, w swojej karierze instruktora modelarstwa lotniczego, wyszkolił ponad 300 modelarzy w różnych klasach. Jest zatem co podziwiać. Podczas czwartkowej imprezy goście byli również świadkami kolejnej odpowiedzi mieszkańców na apel muzeum, w którym instytucja zachęca do przekazywania jej, wszelkiego rodzaju pamiątek, dokumentów oraz przedmiotów ilustrujących życie codzienne w mieście. Pan Antoni Gamon przekazał archiwalne plany budynku znajdującego się przy ul. Grunwaldzkiej 22. - Jesteśmy bardzo wdzięczni za wszelkie takie dary. Mieszkańcy często nie zdając sobie sprawy z tego, że są przydatne, wyrzucają je. Tymczasem dla nas mogą okazać się niezwykle cenne - mówił dyrektor muzeum, Adam Plackowski. Źródło: MCH - POLSKA Dziennik Zachodni |