XXXIII Muzealny Czwartek w mysłowickim muzeum wypełniła prelekcja dra Wacława Dubiańskiego (IPN Katowice) nt. obozu pracy w Mysłowicach w latach 1945-46. Wymowa jego publikacji, opartej na dokumentach i zeznaniach świadków jest porażająca. Kilkanaście tysięcy osadzonych, ponad dwa tysiące zgonów z powodu chorób, akty znęcania się nad więźniami, głód, wyniszczająca praca. Osoby posądzone o kolaborację z III Rzeszą mogły się bać. Przy tej okazji ucierpieli niewinni. Ktoś się mścił, ktoś donosił. Prawdę należy przyjmować z pokorą, ofiarom współczuć. Nową manipulację - wytykać. Dyskusję bowiem zdominowali etatowi pokrzywdzeni. Ci widzą wśród osadzonych jedynie niewinne ofiary. Czy wszyscy miłośnicy Hitlera zdążyli uciec? Zapomnieli kto wywołał wojnę, kto stworzył obóz. Z tego obozu kilkadziesiąt tysięcy ludzi pojechało do Oświęcimia, a wyszło przez komin. Ogrom niemieckich zbrodni był wówczas dotykalny, rozkładały się jeszcze trupy milionów ofiar. Błędy ówczesnych władz, nieznajomość śląskich realiów i nadgorliwość niektórych strażników nie usprawiedliwia sprawców, ale i nie upoważnia do nowych kłamstw i propagandy. Ilu trafiło tu niewinnych? Kto na nich donosił? Oskarżanie teraz Polski o wszystkie śląskie krzywdy i nieszczęścia jest skandalem. Agitatorzy kulawą pseudo-gwarą szczują na wszystkich wokół. Dziś chcą rozliczać winnych i obojętnych. Tak jak i odporną na oszołomów młodzież. Oficjalnie chcą uczczenia pamięci zmarłych w obozie. Tym – ich zdaniem - powinien się zająć IPN i władze miasta. Oni nie mają możliwości, ale będą się starać. Ich argumenty są równie jasne jak ich nowa ortografia. Mnie nie przekonali. Więc może ciszej nad tą trumną, panowie? Marek Blaut |